<span class="text-l">Tutaj cały artykuł mogłabym zamknąć w dwóch słowach: <span class="text-color-brick">JAK NAJWCZEŚNIEJ :) </span></span>
Ale przecież nie o to chodzi w blogu, aby nie rozwijać myśli.
Jeśli chcesz, aby proces wykańczania domu nie wykończył także Ciebie - zrób sobie przysługę i zgłoś się do upatrzonego projektanta wnętrz nawet już wtedy, kiedy jeszcze łopata w ziemię na Twojej działce nie została wbita.
Dlaczego?
Bo zaoszczędzisz mnóstwo swojego czasu i pieniędzy oraz razem ustalicie najlepszy dla Ciebie plan działania bez presji czasu.
<span class="text-color-brick">Poniżej lista kilku kluczowych momentów, w których można zacząć myśleć o projektancie wraz z krótkim opisem, co z tego wynika. </span>
Przypadek 1 – etap powstawania projektu budowlanego
Najbardziej komfortowy moment na rozpoczęcie współpracy - wszystko jest dopiero w planach, przed złożeniem wniosku o pozwolenie na budowę. Już na tym etapie warto zastanowić się, czy proponowany układ wnętrza domu odpowiada na Twoje potrzeby. Nie umniejszając kolegom – architektom budowlanym – architektura wnętrz jest prężnie rozwijającą się w ostatnich latach dziedziną. I jak ja mam tylko bardzo ogólne pojęcie o tym, jak powstaje projekt architektoniczny domu wraz z całą niezbędną dokumentacją i szeregiem wymagań prawnych, które musi ona spełnić, tak architekt kubaturowy niekoniecznie zada odpowiednią ilość pytań do uzyskania układu, który będzie tym właściwym. Rozwiązujemy po prostu nieco inne problemy, ale gramy do jednej bramki – chcemy, aby Twój dom był szyty na miarę Twoich potrzeb.
Co więcej - docelowy układ funkcjonalny to jeden etap mniej przy późniejszym projekcie szczegółowym wnętrza. To także instalacje przygotowane zgodnie z tym układem. To brak konieczności przesuwania już wybudowanych ścian działowych. Dajesz także szansę, na rozplanowanie projektu wnętrz w czasie tak, aby bez zbędnych przestojów na budowie po wstawieniu okien, płynnie przejść do wykańczania środka. Same korzyści!
Przypadek 2 – termin na zgłoszenie zmian u dewelopera
I o ile termin nie jest na za trzy dni albo na za tydzień, to nadal jest to bardzo komfortowa sytuacja. Jeśli więc planujesz współpracę z architektem i jednocześnie chciałbyś skorzystać z możliwości wprowadzenia zmian lokatorskich (deweloperskich) - połącz te dwie sprawy i wprowadź zmiany raz a porządnie. Dlaczego tak?
<span class="text-color-brick">Po pierwsze:</span> wspólnie z projektantem opracujesz układ, który pozwoli z wybranego domu/mieszkania wycisnąć maksimum funkcjonalności - czyli ominą Cię ewentualne wyburzenia (i sterta gruzu) oraz kosztowny odbiór tych odpadów.
<span class="text-color-brick">Po drugie:</span> dostosujesz instalacje – to, co obserwuję w oddawanych budynkach to skąpa ilość wyjść ze źródłami światła, niekoniecznie dobrze dostosowana lokalizacja gniazd do sprzętów kuchennych, czasami też brak wypustu kablowego pod oświetlenie podszafkowe w standardzie oraz brak łączników krzyżowych w sypialni. Spadek posadzki pod odpływ liniowy także wcale nie jest jeszcze standardem.
<span class="text-color-brick">Po trzecie:</span> to co wykona deweloper objęte zostanie gwarancją w ramach umowy (i myślę, że to dobry deal, tym bardziej, że przeróbki wykonane na własną rękę prawa do gwarancji często pozbawiają).
I choć zmiany deweloperskie bywają kosztowne, to sumarycznie oszczędzają czas i niemałe pieniądze już po odbiorze kluczy. Wierz mi, wywóz gruzów, przeróbki wodno-kanalizacyjne, skuwanie tynków pod nowe kable a następnie gipsowanie bruzd potrafią kosztować krocie...
Przypadek 3 - odbiór kluczy/zamknięcie stanu surowego na horyzoncie
To pierwszy moment, w którym przy poszukiwaniach architekta powinno zapalić się pomarańczowe światło ostrzegawcze, bo to znaczy, że potrzebujesz skończonego projektu wnętrz w przeciągu najbliższych kilku tygodni. A to z kolei znaczy, że Twój projektant musi już ostro wziąć się do pracy. Jeśli więc jeszcze nie wie o tym, że istniejesz i go potrzebujesz, jest spora szansa że obecnie pracuje nad innymi projektami i będziesz musiał poczekać kilka tygodni (a może i kilka miesięcy), aby pojawiło się miejsce w jego grafiku na kolejny projekt. I nie zrozum mnie źle - nie zgrywam zaharowanego prywaciarza, ale większość z nas stara się swoją pracę planować i wiedzieć, czym będzie się zajmować w najbliższych tygodniach po to, aby móc poświęcić odpowiednią ilość czasu na każdy z tematów.
Przypadek 4 – wchodzi elektryk!
To moment z czerwonym światłem i wyjącą syreną alarmową. To dzień, w którym budzisz się z myślą: "O kurczę, za trzy dni przychodzi pan Darek od gniazdek". W sytuacji, kiedy przegapiłeś wszystkie przypadki z powyższego zestawienia, pozostaje liczyć na łut szczęścia - trzymam kciuki, że trafisz na dobrego projektanta, któremu po prostu wypadł lub przesunął się w grafiku jakiś projekt. Być może też pan Darek jakoś przełknie zapytanie o przełożenie wizyty o kilka dni – zawsze to chwila więcej za projekt.
Nie rób tego sobie, projektantowi, ani panu Darkowi. Oprócz działania na wariackich papierach fundujesz sobie brak możliwości podjęcia współpracy z kimś, z kim chciałbyś pracować, z kim czujesz że masz wspólne flow i że ta osoba Cię rozumie. Chyba, że poczekasz tych kilka miesięcy, o których wspominałam w punkcie wyżej...
<span class="text-color-brick">Daj więc sobie szansę na zrobienie wszystkiego ze spokojem, na przespanie się z decyzjami – to Twoja przestrzeń na najbliższe lata (a może i na resztę życia). Projekt wnętrz to proces, który w swoim pełnym zakresie zajmuje kilka miesięcy. I tych kilka miesięcy to minimalny bufor czasowy pomiędzy startem prac projektowych, a planowanym wejściem ekipy remontowej. Twój dom musi umieć odpowiadać na Twoje potrzeby, a przeszkodą w swobodnym ich precyzowaniu może być tylko i wyłącznie tykający zegar z upływającym czasem.</span>
<span class="text-l">Podejdź do procesu z szacunkiem, a w zamian zyskasz wspaniały dom – azyl, w którym panuje harmonia i wszystko jest zawsze pod ręką. Pozwól sobie na to. </span>